niedziela, 8 stycznia 2012

"Maria i Magdalena" Magdalena Samozwaniec

" - Masz zamiar nazwać swoją powieść "Maria i Magdalena" więc pisz najpierw, już w pierwszym rozdziale, o naszym dzieciństwie.

- No dobrze, ale to może znudzić czytelnika"

- Napisz w ten sposób, aby go nie znużyć. Opisz atmosferę ówczesnego Krakowa, napisz o tym, w jaki dziwny sposób edukowano wówczas dziewczynki z tak zwanych "dobrych domów". Dzisiejsze harcerki, czytając owe opisy, będą pękać ze śmiechu. Pisz o przedziwnej higienie początków tego wieku, o snobizmie, który wówczas panował, i przesadnej dewocji, do której dzieci zmuszano. Nie bój się, pisz - i tak redaktor, który zaopiekuje się twoimi wspomnieniami, wykreśli ci z tego połowę.(...)

- Czy dać trochę sensacji? Czy napisać o handlarzu żywym towarem, który na Francuskiej Riwierze chciał uwieść Marię Jasnorzewską? A jeśli to nie był wcale handlarz żywym towarem?

- Pisz, co najwyżej ci go wykreślą.

- A Marcel de Moor, który jeździł ze mną po świecie i nosił na piersiach wszystkie odznaczenia francuskie i był prawdopodobnie szefem francuskiego wywiadu? Napisać o nim?

- O nim koniecznie! To postać jakby żywcem wyjęta z jakiejś powieści sensacyjnej. Nie zapomnij i napisz również o pokątnym lekarzu w Casablance, za którego chciałaś wyjść za mąż i tam już na zawsze pozostać. To bardzo ładna historia.

- A zatem szczypta erotyzmu?

- Ale satyrycznego, Dowcip odbiera erotyzmom ich nieprzyzwoity klimat (...)"
Ten fragment pochodzący ze wstępu "Marii i Magdaleny" bardzo trafnie oddaje charakter całego utworu. Utworu niewątpliwie bardzo udanego, zabawnego, przybliżającego czytelnikowi atmosferę początku XX wieku. Utworu, w którym - wydaje mi się, że można to w ten sposób określić - Magdalena Samozwaniec składa hołd swojej ukochanej siostrze, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.

Maria, a właściwie Lilka, bo tak ją nazywali najbliżsi, była niezwykle barwną osobą. Jej siostra Magdalena także. Razem stanowiły oryginalny tandem, który był na ustach całej śmietanki towarzyskiej tamtych czasów. Czytając "Marię i Magdalenę" odnosi się wrażenie, jakby ich życie obfitowało w nadzwyczajne sytuacje, które jeszcze autorka potrafi przedstawić okraszając dużą nutką humoru. Trudno się oderwać od tych historyjek.

Wydanie, które czytałam składało się z dwóch tomów. Nieco bardziej podobał mi się tom pierwszy, który w sumie zamyka koniec okresu panieńskiego w życiu Magdaleny. Życie krakowskiej w Kossakówce musiało być naprawdę niezwykłe - cała rodzina była wyjątkowa, panujący w domu optymizm i wzajemna miłość tworzyły niesamowitą atmosferę. 

Z tej swojej wyjątkowości bohaterki dobrze zdawały sobie sprawę i bardzo skutecznie przez cały czas ją wykorzystywały. Wychowane w przekonaniu o dużym poczuciu własnej wartości, zawsze dążyły do tego, by swoje interesy postawić na pierwszym miejscu. Ten ich egoizm czasem sprawiał, że różnych ich zachowań w ogóle nie rozumiałam, nie mniej jednak przyjemnie się te wszystkie anegdotki czytało.

Część z tych anegdot poznałam już przy lekturze "Z pamiętnika niemłodej już mężatki" - niekiedy są tu opowiedziane w nieco inny sposób, ale kto by się tym przejmował ;-) W każdym razie nie polecam czytania "Z pamiętnika niemłodej już mężatki" osobom, które na świeżo w pamięci maja "Marię i Magdalenę" - wówczas "Z pamiętnika..." niczym czytelnika nie zaskoczy, tam tych historii jest w sumie mało i lektura może wydać się zbyt znajoma.

7 komentarze:

guciamal pisze...

Jestem w trakcie lektury, więc na razie nie będę czytała recenzji :) Przerwało mi Świniobicie, które dziś skończyłam czytać (zdopingowana czekającą w kolejce Sardegnią). Teraz czekam, aż mi się wrażenia ułożą w głowie. Pozdrawiam

tetiisheri pisze...

A wiesz, że ja jeszcze nie czytałam żadnej książki tej autorki. Mam strasznie dużo zaległości, ale w tym roku to nadrobię.

Karolina pisze...

Ja dopiero w zeszłym miesiącu sięgnęłam po Magdalenę Samozwaniec, choć jej książkę miałam w domu już od ponad roku...

Iza pisze...

Karolino, zajrzyj na Kolejkowo
http://kolejkowo.phorum.pl/viewtopic.php?p=25313#25313
Pozdrowienia:).

ultramaryna pisze...

Czytałam "Zalotnicę niebieską", biografię "Lilki" napisaną przez jej siostrę. I jakoś się tak zniechęciłam do Magdaleny Samozwaniec i do samej Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej trochę też. Chyba zbyt denerwowało mnie bezustanne czytanie o tym, jaka to Lilka była mądra, piękna i w ogóle najwspanialsza. Nie wiem, może przesadzam, ale tak to odebrałam.

Pozdrawiam! ;)

Karolina pisze...

@ Iza - zaraz zajrzę
@ ultramaryna - rzeczywiście nie da się nie zwrócić uwagi na fakt, że autorka była zapatrzona w swojej siostrze, którą postrzegała jako istotę doskonałą. I tak jak napisałam - niekoniecznie polubiłam bohaterki, ale lekturę i tak uważam, za udaną, bo spodobał mi się klimat tych wszystkich opisywanych historyjek.

Lech pisze...

Czytałem bardzo dawno. Ostatnio zajrzałem do książki ponownie i zatrzymałem sie na stronie 24 gdyż wspomniany jest tam krewny z Australii. Sprawdziłem na miejscu kilka faktów i okazało się, ze pani Magdalena okropnie wszystko pokręciła. Czytaj tutaj: https://ewamaria2013texts.wordpress.com/2017/02/09/australia/

Prześlij komentarz