piątek, 10 sierpnia 2012

"Nałkowska albo życie pisane" Hanna Kirchner

Do tej pory zawsze starałam się pisać o moich lekturach w kolejności ich czytania. Ale mam trochę "zaległości", więc postanowiłam wyłamać się i napisać teraz o książce, którą mam  przeczytaną"na świeżo".

Dwa tygodnie temu przeczytałam rewelacyjną biografię Słonimskiego (za parę dni postaram się o niej umieścić jakąś notkę). Powtórzyłam tym samym "błąd" Marlowa. Biografia Nałkowskiej bowiem do biografii Słonimskiego się nie umywa... A zestawienie ich w tak nieodległym od siebie czasie, tylko to uwydatnia.

Z pewnością można się z biografii dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy o życiu i twórczości Nałkowskiej. Ale trzeba się uzbroić w cierpliwość. I nie chodzi o to, że książka ma 800 stron - przy dobrze napisanej książce jej długość nie ma przecież znaczenia. Ale - w moim odczuciu - "Nałkowska albo życie pisane" po prostu dobrze napisana nie jest.

Po pierwsze, jak na biografię autorka posługuje się zbyt kwiecistym językiem, np.:
 
"Tajemnicę jak odbezpieczony granat nosiła w sobie całe dnie i bezsenne noce, rozdzierana współczuciem dla niego, dla niej, dźwigająca bezmiar rozpaczy obojga."

 "Następne cztery lata życia pisarki to będzie już schodzenie, zsuwanie się z tego szczytu ku ziejącej u stóp ciemności. Ta droga w dół cierpiącego ciała, ducha owładniętego zwątpieniem i rozpaczą, z Imaginacją i Strachem u boku, przemienia się mimowolnie w obraz świata. jak bezgłośnie osuwający się wzdłuż swego powietrznego zarysu gmach życia zbiorowego, trafiony bombą najeźdźcy."

Po drugie, autorka bardzo wiele miejsca poświęca analizie tekstów Nałkowskiej. To oczywiście z pozoru nie jest żaden mankament, ale problem tkwi w tym, że mnie przez te analizy ciężko było przejść. Są napisane jakby uniwersyteckim żargonem. Nie są niezrozumiałe, ale jeśli takie opisy ciągną się po kilkanaście stron (a każdy analizowany utwór jest naprawdę poddawany wnikliwej analizie i właśnie tyle miejsca ona zajmuje), to jest to dla czytelnika męczące: 

"Hybrydyczność powieści polega na szczególnej współobecności precyzyjnego opisu, kipiącego bogactwem realiów, i odmiennej poetyki unoszącej cząstki życia w strefę symbolu i refleksyjnego uogólnienia (...) Tworzy się w ten sposób jakby nad-rzeczywistość, metatekst zmagań umysłu dociekającego sensu świata."

"Ja społeczne" ma przewagę nad "Ja głębokim", "Ja-dla-siebie."

"Hipoteza losu stworzeń ziemskich jako przede wszystkim "bytu-ku-śmierci" ma u Nałkowskiej młodopolską, głównie schopenhauerowską prowiniencję." 

Autorka wydaje się też być bardzo silnie związana emocjonalnie z Nałkowską. To oczywiście zrozumiałe, jeśli tyle pracy naukowej i życia poświęca się na badania nad jakąś osobą, nad studiowaniem jej utworów i wspomnień i niej w oczach innych. Odniosłam jednak wrażenie, że autorce zabrakło momentami nieco krytycyzmu wobec Nałkowskiej. Zdziwiło mnie, kiedy Hanna Kirchner przytaczając krytyczne recenzje niektórych utworów Nałkowskiej, daje jednoznacznie do zrozumienia, że ci krytycy po prostu utworów nie zrozumieli. I nie chodzi o recenzje, które wyszły spod pióra jakiś "pismaków", lecz o opinie, jakie wobec dział Nałkowskiej wygłosili najwięksi, współcześni jej pisarze.

Zofia Nałkowska była wyjątkową postacią. Intrygujące są jej relacje z mężczyznami - z jednej strony była feministką, walczącą o pozycję kobiet w społeczeństwie, z drugiej zaś wiązała się z mężczyznami, którzy ją krzywdzili. Myślę jednak, że lepiej na ten temat przeczytać ciekawy wywiad z autorką biografii (link po kliknięciu), niż zagłębiać się w całą książkę...

18 komentarze:

czytanki.anki pisze...

Po pierwszych dwóch cytatach pomyślałam, że autorka zaraziła się stylem Nałkowskiej.;)
Rok temu słuchałam audycji, w której Kirchner opowiadała o swojej pracy, ona nawet podczas tej rozmowy brzmiała b. naukowo.

Karolina pisze...

Tak, też podczas czytania przyszło mi do głowy, że autorka tak bardzo solidaryzuje się z Nałkowską, że nawet przejmuje jej styl ;-)

czytanki.anki pisze...

Posłuchaj proszę tej audycji:
http://www.polskieradio.pl/8/736/Artykul/533497/

Karolina pisze...

Nie wiem, czy o tej audycji pisałaś w poprzednim komentarzu - tu Kirchner nie opowiada o swojej pracy, lecz wypowiadają się o jej książce krytycy. W każdym razie - gdybym tej audycji wysłuchała wcześniej, to nie pokusiłabym się o kupno tej książki, bo z nastroju i argumentów pojawiających się w rozmowie czuję dobrze, że to nie jest pozycja dla mnie...

czytanki.anki pisze...

Nie, w pierwszym komentarzy pisałam o innej audycji.
Ta zaliknkowana jest b. ciekawa, mnie wystarczy za książkę.;)

guciamal pisze...

A zatem wielkie dzięki za ostrzeżenie. Nie czuję się na siłach zmagać z kwiecistym stylem i zbyt naukowymi wywodami.Posłucham sobie zalinkowanych wypowiedzi i będę miała przedsmak

Karolina pisze...

Zdecydowanie bardziej wolałabym gorąco polecać jakąś lekturę, no ale cóż - nie zawsze da się tak zrobić ;-)

czytanki.anki pisze...

Łyżka dziegciu przyda się od czasu do czasu. Nie mam zaufania do blogów, na których nie ma krytycznych notek, a jedynie oględne uwagi.;)

Karolina pisze...

Fakt, jak gdzieś są zbyt pochlebne recenzje, to zawsze mnie zastanawia, czy aby na pewno wszystkie recenzje są szczere a opinie przemyślane...

guciamal pisze...

Ja to nawet lubię, jak ktoś coś odradza, bo wtedy mniej się stresuję, że oto kolejna książka, którą powinnam, chciałabym, która by mi się pewnie spodobała... Ostatnio wysłuchałam audiobooka, który nie przypadł mi do gustu i dobrze, bo kilka przeczytanych w lipcu książek zachwyciło mnie tak bardzo, że dla odmiany teraz - coś mi się nie spodobało.

peek-a-boo pisze...

Najbardziej mnie cieszy dobre słowo o biografii Słonimskiego. A Nałkowska no cóż, po książkach widać lekko nadętą panią, Samozwaniec porównała ją do napuszonego orła, więc i biografia pewnie stylem i charakterem musiała być zgodna z osobowością protagonistki.

Karolina pisze...

Rzeczywiście, można się na blogach naczytać o książkach, które warto przeczytać - to oczywiście pomaga w doborze lektury, ale wiadomo że wszystkiego się nie da...

Karolina pisze...

O Słonimskim napiszę wkrótce jakąś notkę, tu akurat bez zawahania mogę książkę wszystkim polecić :-)

czytanki.anki pisze...

Mam dokładnie tak samo. W prasie też się często takie teksty trafiają, traktuję je jako materiały promocyjne wydawnictwa.;)

bezrobotna.pl pisze...

Bardzo rzadko sięgam po biografie. Dana osoba musi mnie naprawdę fascynować. Nałkowską jako pisarkę bardzo cenię, ale nie czuję potrzeby odkrywania szczegółów z jej życia.

Karolina pisze...

A ja jakoś polubiłam biografie. Wcześniej w ogóle ich nie czytałam, wydawało mi się, że nie sprawi mi radości czytanie o kimś, kogo dobrze nie znam, kto nie jest dla mnie autorytetem etc. Ale teraz nabrałam chęci i sięgam po biografie nawet takich osób, z którymi miałam bardzo niewiele do czynienia.

karkam pisze...

Ewidentnie autorka biografii jest zafascynowana Nałkowską - pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, iż Pani Kirchner nasiąknęła swoją pracą naukową tak bardzo, że przeobraziła się w przedmiot swoich badań. Skądś to znam. Po przeczytaniu charakterystycznej prozy zaczynam posługiwać się językiem i sformułowaniami zaczerpniętymi prosto od autora. Trwa to dzień, może dwa. Potem otrząsam się i wracam do siebie, ale gdybym studiowała twórczość i wszystkie dzieła jednego literata, poniekąd stałabym się nim.

Karolina pisze...

Niewątpliwie trudno jest się zdystansować do obiektu swoich badań, szczególnie gdy te badania trwają tyle lat, ile Pani Kirchner zajmuje się twórczością i życiem Nałkowskiej. Ale w tym wypadku - przynajmniej w moim odczuciu - to zafascynowanie wpłynęło negatywnie na całokształt biografii. A szkoda...

Prześlij komentarz