czwartek, 22 grudnia 2011

"Cukiernia pod amorem. Zajezierscy" Magłorzata Gutowska-Adamczyk

Zdziwiłam się, kiedy w tegorocznym plebiscycie Złotej Zakładki "Cukiernia pod amorem" zwyciężyła w dwóch (jeśli się nie mylę) kategoriach - na książkę najbardziej wciągającą i na najciekawszy świat powieści. Co więcej można powiedzieć, że nagrody te były podwójne - na drugim miejscu bowiem uplasował się w obu przypadkach tom drugi. Wbrew pozorom wcale nie zachęciło mnie to do sięgnięcia po tę książkę. Przyznam, że zupełnie nie wiedziałam o czym ta książka jest - uprzedziłam się do niej zanim przeczytałam jej recenzje, sama nie wiem co było przyczyną. Może tytuł, który mi się nie podoba? Może nieciekawa okładka? Naprawdę sama nie wiem, ale jakoś pomyślałam sobie od razu, że to nie jest książka dla mnie.

Dlaczego więc po nią jednak sięgnęłam? W zeszłym tygodniu wybieraliśmy ostatnie prezenty świąteczne. Mąż zachęcił mnie, abym dla jego cioci wybrała jakąś książkę. Nie wiedziałam co wybrać, bo nie za bardzo wiem, jakie książki ciocia lubi. Ale wówczas przypomniało mi się, że "Cukiernia" zdobyła wspomniane wyżej nagrody, pomyślałam więc, że się nada na prezent. Kupiliśmy. Zaczęłam się zastanawiać, czy dobrze robimy że kupujemy pierwszy tom trylogii - czy przypadkiem nie kończy się tak, że pozostawia czytelnika ze zbyt dużymi wątpliwościami co dalej? Pomyślałam, że na wszelki wypadek przejrzę książkę pobieżnie, żeby wiedzieć co dajemy w prezencie.

Uprzedzę ewentualne pytania/zarzuty - nie sięgnęłam po egzemplarz kupiony na prezent. Sięgnęłam po wersję elektroniczną książki (co zresztą nie okazało się do końca dobrym rozwiązaniem, bo książka niepoprawnie skonwertowała mi się na kindlowski format i przed kolejnymi rozdziałami nie miałam informacji, w którym roku rozgrywa się akcja, co stanowiło pewne utrudnienie podczas lektury).

Chciałam tak mniej więcej przejrzeć o co chodzi. No ale to się nie udało - książka naprawdę jest wciągająca i musiałam ją przeczytać całą, od początku do końca.

Podczas prac archeologicznych na gutowskim rynku, odnaleziona zostaje mumia z tajemniczym pierścieniem. Ida Hryć, córka właściciela tytułowej cukierni, chciałaby poznać historię pierścienia, wie bowiem że należał on do jej rodziny i że był dowodem na spokrewnienie z hrabią Tomaszem Zajezierskim, lecz w niewyjaśnionych okolicznościach został zagubiony. Ten współczesny wątek szczerze mówiąc przypadł mi najmniej do gustu; to, co mnie urzekło, to XIX-wieczna historia rodziny.

Narracja XIX-wieczna toczy się dwutorowo - wątki z lat 60 poprzeplatane są watkami z lat 80-tych i nawet nieco późniejszych (stąd wspomniany wcześniej brak oznaczeń czasu w mojej wersji był dość doskwierający). Chcąc streścić akcję, w zasadzie trzeba by rzec że w książce niewiele się dzieje.  Ot, takie zwyczajne życie arystokratycznej rodziny na folwarku: szukanie właściwych kandydatów na mężów/żony, polowania, problemy z zarządzaniem majątkiem, animozje polsko-rosyjskie. Bardzo silną stroną książki są jednak niezwykłe jej postaci. Nie ma bohatera, który byłby nijaki, wszyscy są wyraziści i barwni. I to dzięki nim książkę naprawdę dobrze się czyta.

Nie przypominam sobie, żebym czytała polską książkę pisaną współcześnie, ale osadzoną w takich realiach. Nie wiem, czy tego typu powieści są popularne, czy nie, ale tak sobie myślę, że miałabym wielką ochotę czytać tego rodzaju literatury więcej. Przez fakt, że jest to pisane współcześnie, czyta się łatwo - i nie chodzi mi tu jedynie o język, lecz także o to, że jednak wszystkie poruszane tematy są tam jakoś przez pryzmat dzisiejszych czasów napisane, wybrane w taki sposób, żeby dla współczesnego czytelnika były interesujące. Jednocześnie czytelnikowi wydaje się, że czuje ten stary klimat, te popowstańcze emocje. Dlatego sięgnę też po kolejne tomy, licząc że odnajdę w nich to samo.

4 komentarze:

guciamal pisze...

Czytając twój wstęp pomyślałam, iż mogę się pod nim podpisać obiema rękoma. Nie wiem czemu, ale nic mnie ku tej książce nie ciągnęło, też nie podobał mi się tytuł, ani okładka (taka za bardzo moim zdaniem słodka). Ale po tylu pozytywnych recenzjach chyba nie mogę zostać obojętna i w końcu przeczytam, choćby po to, aby zobaczyć, czy będę pierwszą osobą, której nie wciągnie powieść, czy też dołączę do grona jej wielbicieli.

Karolina pisze...

Ja kończę właśnie drugi tom i ubolewam trochę nad tym, że muszę zaraz iść i zapakować prezenty świąteczne a następnie zmielić mięso na pasztet, bo wolałabym usiąść z herbatą i pochłonąć te 100 stron, które mi zostało do końca... W każdym razie dla mnie ta książka jest sporym (i bardzo pozytywnym) zaskoczeniem :-)

tetiisheri pisze...

Ja poluję na tą książkę w mojej bibliotece, ale jakoś szczęścia nie mam. Ciągle wypożyczona. Będę polować dalej, bo chciałabym ją przeczytać.

Karolina pisze...

U mnie w bibliotece też niestety trudno upolować jakieś bardziej popularne tytuły :-(

Prześlij komentarz