wtorek, 16 października 2012

"Trylogia nowojorska" Paul Auster

Kiedyś (na szczęście już dawno temu) miałam taki powracający, straszny sen: oto chcę wejść do mojego mieszkania, ale coś nie gra. Niby na pozór wszystko wygląda normalnie; klucz pasuje do zamka, ale w środku nie ma wcale tych zakątków, które dobrze znam, całe wnętrze jest obce, nieznane - to nie mój dom, mieszkają w nim jacyś obcy ludzie. Lektura "Trylogii nowojorskiej" mi ów sen przypomniała. Na szczęście na jawie, koszmarów nocnych po lekturze nie miałam :-)

Trzy historie, pozornie kryminalne. W pierwszej pewien mężczyzna, autor kryminałów po ciężkich przejściach osobistych, odbiera telefon. To pomyłka - rozmówca chciał dodzwonić się do prywatnego detektywa. Za pierwszym razem nasz bohater odkłada słuchawkę, tak jak zrobiłby to pewnie każdy z nas. Jednak za drugim postanawia zrobić sobie żart i podszywa się pod owego detektywa. Przyjmuje tajemnicze zlecenie, w wyniku którego zaczyna śledzić pewnego starszego mężczyznę. Coś, co początkowo jest zabawą, po pewnym czasie staje się obsesją...

Drugie opowiadanie to historia prywatnego detektywa Blue, któremu tajemniczy White zlecił śledzenie pana Black. Blue przenosi się do kamienicy stojącej na przeciwko domu, w której mieszka Black i od tego momentu jego życie wypełnia obserwacja zachowań mężczyzny. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem... 

Bohaterem trzeciej opowieści jest bezimienny mężczyzna, do którego zgłasza się żona przyjaciela z dzieciństwa, pisarza który nic do tej pory nie wydał. Ów przyjaciel znikł i nikt nie jest w stanie go odszukać. Pozostawił jednak dla żony instrukcje - może wydać jego utwory, jeśli ów przyjaciel z dzieciństwa uzna, że są warte wydania. Praca nad tekstami (które okazują się świetne i stają się prawdziwym sukcesem wydawniczym) zbliża narratora do rodziny zaginionego przyjaciela, z czasem wiąże się on z jego żoną i zaczyna prace nad napisaniem jego biografii, która tłumaczyłaby m.in. jego tajemnicze zaginięcie...

Te trzy opowiadania z pozoru można by było nazwać kryminalnymi, wszystkie łączy wszak jakiś rodzaj śledztwa. Jednak tak naprawdę to pomieszanie stylów i prawdziwa zabawa z konwencją. To opowiadania detektywistyczne, obyczajowe, psychologiczne. To opowiadania o tożsamości: jej znaczeniu i kształtowaniu się. Wszyscy bohaterowie zaczynają żyć życiem innych. Co z tego wyniknie? Najlepiej sprawdzić samemu :-) Mnie ta lektura naprawdę wciągnęła.

13 komentarze:

czytanki.anki pisze...

Czytałam Trylogię Austera w latach 90-tych i nie pamiętam szczegółów, niemniej wrażenie było b. pozytywne. Dla mnie to był początek lekko wyboistej znajomości z tym autorem. Na szczęście jej bilans jest na plusie.;)

Kasia Sawicka pisze...

Dotąd książki Paula Austera kupowałam w prezencie mojej przyjaciółce, bo lubi, z poczuciem, że pewnego dnia wypada przeczytać choć jedną z nich.. Może zacznę od "Trylogii.."? :)

Karolina pisze...

@ czytanki.anki - ja przeczytałam na razie jeszcze "Szaleństwa Brooklynu", o których postaram się niedługo napisać, a na półce czeka na mnie "Sunset Park". Po dwóch książkach Austera mam pozytywne nastawienie do autora :-)

@ Kasia - myślę, że "Trylogia nowojorska" to dobre rozpoczęcie :-)

czytanki.anki pisze...

Mnie Szaleństwa b. się podobały, mam nadzieję, że Tobie także.;)

Beatriz pisze...

I pomyśleć, że nawet nie słyszałam o tym autorze! Bardzo lubię, gdy kryminał łączy się z psychologią, więc to obowiązkowa lektura dla mnie. Z niecierpliwością czekam na recenzję "Szaleństw Brooklynu", zaciekawiłaś mnie tym autorem :)

guciamal pisze...

Nazwisko obiło mi się o uszy, ale nie czytałam nic tego autora. Widzę, że Ciebie nieźle wciągnął. Może nie na temat, ale spojrzałam na tagi i przypomniało mi się wyzwanie z półki- dzięki (to wyzwanie trochę u mnie kuleje).

Karolina pisze...

@ czytanki.anki - tak, mnie "Szaleństwa..." też przypadły do gustu, jakieś takie ciepło bije z tej powieści.

@ Beatriz - ja samo nazwisko autora znałam, ale w sumie niewiele o nim wiedziałam. Niedawno ukazała się jego nowa powieść i właśnie w związku z tym wydarzeniem jakoś częściej zaczęłam się stykać z artykułami i recenzjami jego książek. I sama zechciałam sprawdzić ;-)

@ guciamal - mnie udaje się sporo książek z własnej biblioteczki czytać, ale etykietą taką oznaczam też takie lektury, które do wyzwania zliczać się nie powinny, czyli książki, które kupiłam/dostałam w tym roku. W podsumowaniu rocznym będę musiała dokładnie wszystko przeanalizować i na nowo policzyć :-)

Karolka pisze...

Nigdy nie słyszałam o tym autorze, ale czuję się zaintrygowana. Lubię to wszystko co wymieniłaś, że jest w tych opowiadaniach. Muszę się rozejrzeć za tą książką>

bezrobotna.pl pisze...

I ja nie słyszałam wcześniej o autorze, ale "Trylogia nowojorska" brzmi jak coś, co może mi się spodobać. Wypróbuję :)

Karolina pisze...

@ Karolka - powinna być dostępna w bibliotekach. Teraz wyszło wznowienie, ale to książka z lat 80-tych i można liczyć na jakieś starsze wydanie.

@ bezrobotna.pl - mnie się Nowy Jork bardzo dobrze kojarzy, marzę o tym, żeby to miasto zwiedzić. W "Trylogii..." miasto jak najbardziej też jest obecne, lecz jeśli się go nie zna, to opisy momentami niewiele mówią (ale jeśli się zna, to można z bohaterami zagłębić w schemat śledzenia po różnych manhattańskich alejach).

Zbyszekspir pisze...

Bardzo lubię Austera, jeden z moich ulubionych autorów. Trylogia jest nowatorska, postmodernistyczna, mamy np. w powieści samego autora Paula Austera dyskutującego z bohaterem, zachwyciła krytyków oraz czytelników w Ameryce. Podobała mi się, ale moją numero uno książką Austera jest, a właściwie są "Szaleństwa Brooklynu", nie ma może zbyt wiele kombinowania, mniej głównych motywów, tematów typowych dla jego pisarstwa, ale za to prawdziwa uczta dla przeciętnego czytelnika, świetna historia. Warto wspomnieć jeszcze o "Nocy wyroczni". Ostatnie jego książki, jednak niestety, mnie rozczarowują.

giffin pisze...

Uwielbiam opowiadania detektywistyczne, ale takimi, które zahaczają o inne gatunki, też nie pogardzę. Na tę trylogię mam ochotę już od dłuższego czasu ;)

Anonimowy pisze...

Jestem zaskoczona tym, jak ten kryminał na mnie zadziałał. co ja piszę, kryminał to nie jest do końca dobre określenie, bo kojarzy mi się ze śledztwami, morderstwami, pięknymi kobietami i zagadką.. No cóż, to wszystko jest i w tej książce, ale dalej nie można ją określić po prostu kryminałem. Autor sięga głębiej, wykorzystuje znane wszystkim środki aby pogrzebać trochę w naszej podświadomości, tworząc przy tym mroczną, męczącą ale wciągającą aurę Nowego Jorku, której stajemy się częścią. Nie zdradzam więcej, bo nawet nie wiem jak. Każda z historii w jakimś stopniu mnie zaskoczyła i zastanowiła, to chyba najważniejsze.
Pozdrawiam Ele

Prześlij komentarz